FOOD REVOLUTION DAY 2016
Mistrzostwo świata.
dlaczego?
Bo pierwszy raz Food Lab Studio pękało w szwach,
bo dzieciaki i jedzenie były wszędzie,
bo pozytywna energia i super atmosfera rozlewała się na cały Mokotów, albo i dalej,
bo kurczę fajnie widzieć jak tworzy się historia. I to nie byle jaka!
Generalnie ciężko mnie zaskoczyć, ale ekipie FLS się udało!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Gaboriaud. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Gaboriaud. Pokaż wszystkie posty
O międzynarodowym dniu rewolucji jedzonka
I to nie byle jakiego jedzonka
prawdziwego,
świeżego,
pysznego.
Food Revolution Day, to dzień promowania dobrego jedzonka i samodzielnego przygotowywania go - jak to określa podobno sam Jamie Olivier - jest to umiejętność ratująca życie.
całkowicie się z tym zgadzam.
pyszne jedzenie jest dobre na wszystko,
a taki dzień, to dodatkowa okazja, żebym mogła zjeść jeszcze więcej pyszek!
Szkoła na Widelcu - fundacja Grzegorza Łapanowskiego dba o to, aby dzieciaki jadły lepiej. Przeprowadzili mnóstwo turbo warsztatów, pokazując, że kilkuletnie dzieci nie są kalekami i umieją trzymać nóż w łapce, kroić marchewkę i zrobić z niej surówkę, sałatkę czy inne cudo. Organizują spotkania dla rodziców, pokazując im, że dzieci chcą jeść zdrowo- wystarczy dać im szanse na próbowanie i zabawę. Docierają do źródeł - do nauczycieli i kucharek ze szkolnych stołówek. Nie zatrzymują się, robią dobrą robotę i wychodzi im to zajebiście!
Popieram akcję bardzo.
20 maja 2015 roku - robiłam fotki w Food Lab Studio, gdzie pod okiem samego mentora - Grzegorza - dzieciaki uczyły się o witaminach, poznawały owocki i warzywa i przygotowywały pyszne jedzonko, bo nauka może być super!
już niebawem
FOOD REVOLUTION DAY
20 MAJA 2016
będzie się działo
i ja będę działać
z aparatem!
prawdziwego,
świeżego,
pysznego.
Food Revolution Day, to dzień promowania dobrego jedzonka i samodzielnego przygotowywania go - jak to określa podobno sam Jamie Olivier - jest to umiejętność ratująca życie.
całkowicie się z tym zgadzam.
pyszne jedzenie jest dobre na wszystko,
a taki dzień, to dodatkowa okazja, żebym mogła zjeść jeszcze więcej pyszek!
Szkoła na Widelcu - fundacja Grzegorza Łapanowskiego dba o to, aby dzieciaki jadły lepiej. Przeprowadzili mnóstwo turbo warsztatów, pokazując, że kilkuletnie dzieci nie są kalekami i umieją trzymać nóż w łapce, kroić marchewkę i zrobić z niej surówkę, sałatkę czy inne cudo. Organizują spotkania dla rodziców, pokazując im, że dzieci chcą jeść zdrowo- wystarczy dać im szanse na próbowanie i zabawę. Docierają do źródeł - do nauczycieli i kucharek ze szkolnych stołówek. Nie zatrzymują się, robią dobrą robotę i wychodzi im to zajebiście!
Popieram akcję bardzo.
20 maja 2015 roku - robiłam fotki w Food Lab Studio, gdzie pod okiem samego mentora - Grzegorza - dzieciaki uczyły się o witaminach, poznawały owocki i warzywa i przygotowywały pyszne jedzonko, bo nauka może być super!
już niebawem
FOOD REVOLUTION DAY
20 MAJA 2016
będzie się działo
i ja będę działać
z aparatem!
Etykiety:
David Gaboriaud,
Food Lab Studio,
Food Revolution Day,
Grzegorz Łapanowski,
Jamie Olivier,
Janek Paszkowski,
karola w pixelach,
Mamałyga,
Minta Eats,
Qmam Kasze,
Szkoła na Widelcu,
White Plate
Karola - kobieta pracująca
Uczę się i pracuję.
Nie, nie jestem wieczną studentką. Uczę się w rzekomo najlepszym warszawskim technikum gastronomicznym - w sumie nie powinnam pisać, że się uczę, bo bym skłamała. Ale szkoła to jedno. Tam nie płacą mi za poświęcanie mojego cennego czasu - a szkoda.
Praca. Pewnie myślicie, że stoję dumnie przy metrze i wciskam ludziom skrawki papieru zwane ulotkami. Niestety jeszcze nie dostąpiłam tego zaszczytu. Kelnerką też nie jestem, a szkoda - bo jestem otwartą osobą i uważam nawet, że jestem w stanie dogadać się z każdym - chyba, że druga strona ma problemy emocjonalne i zwyczajnie nie chce - a bywa i tak. Nie wiem jakie prace można jeszcze podjąć w moim wieku, ale mnie wszystkie nudne, żmudne i ciężkie ominęły szerokim łukiem. Podobno głupi ma zawsze szczęście - nie zaprzeczam, jednak nie jest mi przykro z tego powodu.
gastro
najczęściej to praca na warsztatach kulinarnych - gdzie ludki za niemałe pieniądze mogą zobaczyć jak gotują profesjonaliści - wtedy najczęściej uświadamiają sobie, że gastro, to coś więcej niż wyczarowanie rosołu z wczorajszej pomidorowej na niedzielny obiad i żarcie rodem z barów mlecznych - tych z łyżkami na łańcuchu. Co więcej mogą tam gotować, brudzić - siebie i gary, eksperymentować, uczyć i co najlepsze - jeść. Ale ja - jako ludek pracownik, też jem - dlatego kocham gastro. Najpierw przygotowuję, potem pomagam ludkom i prowadzącym, na koniec zmywam - to rzecz jasna moja ulubiona część pracy. Aktualnie jednak uczę się - pracując w jednej z warszawskich restauracji w ramach miesięcznych praktyk szkolnych- zero szkoły, zero nauczycieli, zero prac domowych i sprawdzianów. Jedzenie, jedzenie, jedzenie i ewentualnie jedzenie. Doceniam, kocham, szanuję - jestem zauroczona tym zawodem z każdym dniem coraz bardziej i myślę, że wrócę jeszcze kiedyś do tego miejsca.
zdjęcia
bywa też tak. Fotorelacje z eventów, warsztatów, imprez, spotkań, sesje foodowe. Zdecydowanie lżejsza praca, niż ta wyżej. W sumie wiadomo o co chodzi. Fotorelacje mają pokazywać radość z gotowania, uśmiechy ludzi, piękno produktów, z których korzystają i proces wspólnego tworzenia pysznej szamy. Sesje foodowe to ukazanie jedzenia w taki sposób, że gdy na nie patrzysz - ślina ci cieknie, oczy ci się świecą, ty czujesz zapach tej szamy, jakby właśnie ktoś podstawił ci ją pod nos, a twoje soki trawienne zaczynają pracować . Ale do tego stanu chyba jeszcze nie doprowadzam odbiorców moich zdjęć
jeszcze.
6 kwietnia - byłam sobie fotografem
David Gaboriaud prowadził, kucharze gotowali z ludkami, ja robiłam zdjęcia, no i jadłam rzecz jasna
nie śmiem narzekać
Nie, nie jestem wieczną studentką. Uczę się w rzekomo najlepszym warszawskim technikum gastronomicznym - w sumie nie powinnam pisać, że się uczę, bo bym skłamała. Ale szkoła to jedno. Tam nie płacą mi za poświęcanie mojego cennego czasu - a szkoda.
Praca. Pewnie myślicie, że stoję dumnie przy metrze i wciskam ludziom skrawki papieru zwane ulotkami. Niestety jeszcze nie dostąpiłam tego zaszczytu. Kelnerką też nie jestem, a szkoda - bo jestem otwartą osobą i uważam nawet, że jestem w stanie dogadać się z każdym - chyba, że druga strona ma problemy emocjonalne i zwyczajnie nie chce - a bywa i tak. Nie wiem jakie prace można jeszcze podjąć w moim wieku, ale mnie wszystkie nudne, żmudne i ciężkie ominęły szerokim łukiem. Podobno głupi ma zawsze szczęście - nie zaprzeczam, jednak nie jest mi przykro z tego powodu.
gastro
najczęściej to praca na warsztatach kulinarnych - gdzie ludki za niemałe pieniądze mogą zobaczyć jak gotują profesjonaliści - wtedy najczęściej uświadamiają sobie, że gastro, to coś więcej niż wyczarowanie rosołu z wczorajszej pomidorowej na niedzielny obiad i żarcie rodem z barów mlecznych - tych z łyżkami na łańcuchu. Co więcej mogą tam gotować, brudzić - siebie i gary, eksperymentować, uczyć i co najlepsze - jeść. Ale ja - jako ludek pracownik, też jem - dlatego kocham gastro. Najpierw przygotowuję, potem pomagam ludkom i prowadzącym, na koniec zmywam - to rzecz jasna moja ulubiona część pracy. Aktualnie jednak uczę się - pracując w jednej z warszawskich restauracji w ramach miesięcznych praktyk szkolnych- zero szkoły, zero nauczycieli, zero prac domowych i sprawdzianów. Jedzenie, jedzenie, jedzenie i ewentualnie jedzenie. Doceniam, kocham, szanuję - jestem zauroczona tym zawodem z każdym dniem coraz bardziej i myślę, że wrócę jeszcze kiedyś do tego miejsca.
zdjęcia
bywa też tak. Fotorelacje z eventów, warsztatów, imprez, spotkań, sesje foodowe. Zdecydowanie lżejsza praca, niż ta wyżej. W sumie wiadomo o co chodzi. Fotorelacje mają pokazywać radość z gotowania, uśmiechy ludzi, piękno produktów, z których korzystają i proces wspólnego tworzenia pysznej szamy. Sesje foodowe to ukazanie jedzenia w taki sposób, że gdy na nie patrzysz - ślina ci cieknie, oczy ci się świecą, ty czujesz zapach tej szamy, jakby właśnie ktoś podstawił ci ją pod nos, a twoje soki trawienne zaczynają pracować . Ale do tego stanu chyba jeszcze nie doprowadzam odbiorców moich zdjęć
jeszcze.
6 kwietnia - byłam sobie fotografem
David Gaboriaud prowadził, kucharze gotowali z ludkami, ja robiłam zdjęcia, no i jadłam rzecz jasna
nie śmiem narzekać
| David Gaboriaud |
| David vol. 2 |
| brokułki takie piękne |
| marakuja taka fotogeniczna |
| pyszka, ale nie pamiętam co to było |
| pyszka vol.3 ale trochę już zjedzona |
| pyszka vol. 2 |
| coś, co Karola lubi najbardziej |
![]() |
| i na koniec śmietanka - Michał, Majki, Jakub, Jerzy i Sebastian- dzięki nim, nikt się nie zaciął, nic nie spalił, nie zepsuł i nie umarł z wygłodzenia |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
